Czyli historia książek, które moja pierworodna dostała od mojego dziadka
a swojego pra dziadka.
a swojego pra dziadka.
Cała kolekcja PRUSA, 26 tomów zdaje się.
No i stoją tak sobie a raczej stały ale od początku drażniły mnie swoją brudnawą szarością.
Rozglądałam się za czymś co odmieniłoby ich "szatę".
Potrzeba matką wynalazku...
Pojechałam do Leroy Merlin i za grosze kupiłam na wyprzedaży rolkę tapety papierowej.
I w taki oto sposób rozpoczęło się owijanie starych książek w papier o szlachetnym ,nieco staroświeckim wzorze. Ta przemiana poza czasem wyniesie mnie całe 9 zł:)
I przyznam,że jak tak patrzę na inne moje stare pozycje, im też by się przydało odświeżenie.
Ale to małymi kroczkami, ponieważ po 1 nie daję rady owijać hurtowo a po 2, z chorymi małolatami w domu....spokojnie tworzyć się nie da!:)




pomysł genialny! chyba też będę musiała zacząć ratować książki niektóre...
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńbardzo dobry pomysł, mam ten sam problem, z tym, że nie odpowiadają mi okładki we wszystkich kolorach tęczy i chciałabym je ujednolicić, ale głowię sie jeszcze nad podpisaniem książek...serdecznie pozdrawiam
OdpowiedzUsuńo, no widze że kończysz, tylko jak grzbiety opiszesz?
OdpowiedzUsuńCiekawy pomysł. W przypadku Prusa wystarczyłoby ponumerować tomy.
OdpowiedzUsuń